W nocy (po 22:00) na miejsce biwakowe zjechała rodzinka z małymi dziećmi, aby posiedzieć przy ogniu i pospać pod namiotem. Byli 50 metrów od nas i szeptali do siebie, bo widzieli, że już spaliśmy. Pełna kulturka i poszanowanie. ❤️
Dziś wystartowaliśmy przed 6:00, bo prognozy straszyły deszczem, a tak naprawdę zmoczyło nas tylko raz. Na dzień dobry trafiamy nad Morze Bałtyckie – pomyślałem o pięknej klamrze, jaką spięty jest ten szlak. Gdzieś tam daleko znów Bałtyk czeka na nas na końcu wędrówki. Za Vosu wskakujemy w lasy potężne i magiczne. Drzewo, które umiera w tym lesie, zostaje tu na zawsze. Nawet jedno złamało się i zwaliło na ścieżkę 10 metrów od nas. Mieliśmy niezłego farta, że mogliśmy zaobserwować ten teatr i jednocześnie nie zagraliśmy w nim swojej roli. Przeszliśmy dziś przez Nommeveski – miejsce biwakowe, z którego 7 lat temu skorzystałem w trakcie rodzinnych wojaży i piękne wspomnienia wróciły. Na biwak meldujemy się dzisiaj w wiatce Kalmeoja. Mycie i pranie w lekko wyschłym jeziorku, suszenie przy ognisku i jedzenie na świeżym powietrzu – jak piękne potrafi być życie. Żeby nie było tak kolorowo, to tulę właśnie trzęsącą się Leśkę, bo przechodzi konkretna burza. I tak to się wyrównuje w przyrodzie…
Szlak Oandu – Ikla [OAI]
D2: Vosu – Kalmeoja
↔️ 32,3 km (dzisiaj) / 41,5 km (całość)⌛6h46min
O podobnych przygodach, ale na polskim podwórku poczytasz w książce „TRZY SZLAKI”: https://trzyszlaki.labtrekking.com









