W nocy wypadało olbrzymie ilości deszczu, a za dnia? Nie było inaczej, wciąż padało i bez deszczu przeszliśmy dziś tylko ostatnie 3 kilometry i 300 metrów. Głowię się nad tym jak ta ziemia przyjmuje takie ilości deszczu, a w prognozach alert o jedynie umiarkowanych opadach. Do Lelle (gdzie jest sklep) i trochę dalej droga wyłącznie asfaltowa, a później całe kilometry szerokich szutrówek, co przy tej pogodzie było nam na rękę/łapę. Osiągnęliśmy połowę całości szlaku i jakoś tak już raźniej, że teraz patrzymy ile w stronę Ikli, a nie ile oddaliliśmy się od Oandu. Pod koniec spaceru nie zabrakło krótkich, ale wilgotnych fragmentów łąkowo-leśnych. Wisienką na torcie były piękne bagna Mukri, z wieżą widokową i dwoma kąpieliskami. Tuż przy bagnach jest duża wiata i ona stała się naszym dzisiejszym domem, chroniącym nas przed opadami. Niestety odkryłem też dwie dziury w dnie plecaka, które powstały przez moją własną głupotę. Przed wyjazdem prałem plecak i niepoprawnie założyłem jego stelaż/ramkę, ale może tobół jakoś wytrzyma do końca i doczłapiemy w komplecie.
PS. Na jednym ze zdjęć Lesia nie ma zbyt szczęśliwej miny. Nie martwcie się, to minie. Tak, jak kiedyś miną te deszcze…
Szlak Oandu – Ikla
D7: Paluküla – Mukri
↔️ 29 km / 200 km⌛5h37min