D1: Szlak Knychówek – Łochów
Ja dziękuję, ileż przebojów nas dziś spotkało, żeby dotrzeć na początek szlaku! Najpierw zakorkowane autostrady, później tramwajem po stolicy cudem zdążyliśmy na pociąg – tylko dzięki temu, że był opóźniony. Niestety opóźnienie pociągu do Siedlec, spowodowało, że nie zdążyliśmy na ostatni autobus do Knychówka. Jutro święta, nic nie pojedzie, więc poratowała nas taksówka (trzecia, dla dwóch wcześniejszych Lesława była za duża) za miliony monet. O 19:40 nie znalazłem kropki szlakowej na przystanku w Knychówku, ale wreszcie mogliśmy z Leśką zacząć marsz. Szczerze? Nie wierzyłem, że się uda i już zacząłem myśleć nad odwrotem do domu. Ale ciśniemy! Od pierwszych metrów las, później łąki i już jest spokój, już jesteśmy w swoim żywiole. W Korczewie mijamy okazały pałac, a w Laskowicach wskakuję na chyba jedyną na tym szlaku wieżę widokową, z której rzucam okiem na zachód słońca. Za wsią wchodzimy w las, gdzie w parę minut rozbijam namiot. Uff, jesteśmy tu i tylko to się liczy. 😎
↔️ 6,5 km ⌛1h 20min
Szlak Knychówek – Łochów
D2: las za Laskowicami – biwak nad Bugiem
Noc krótka, warunkowana wczesną pobudką. Plan dnia zakładał sprężanie się, aby zdążyć przed deszczem, ewentualnie, żeby moknąć jak najkrócej. Poranną atrakcją było dojście przez Góry do Bugu. Oko sięgało już na Górę Zamkową w Drohiczynie po drugiej stronie rzeki. Od tego momentu nawierzchnia asfaltowa towarzyszyła nam bardzo długo, ale dziś było to całkiem akceptowalne – mogliśmy szybko łupać kilometry. Przeszliśmy przez Rezerwat Przekop, gdzie chroniony jest stary drzewostan, a później ścisnęło mi gardło. W Wirowie jest ośrodek pomocy społecznej, wystarczył mi moment, żeby uwrażliwić się na taką krzywdę, jaką los niektórych „obdarzył”. Gródek z kolei rozczarował, jedyny sklep dzisiejszego etapu został zlikwidowany jakiś czas temu. A tak rozbudzałem w sobie nadzieję na wymyślne zakupy. Szlak nareszcie stał się dziki, w pewnym momencie aż za bardzo, bo puszczony lasem wzdłuż Bugu, wyprowadził nas w pokrzywy. Później ścieżka zanikła, a atrakcje związane z przecieraniem szlaku w zaroślach darowaliśmy sobie. Można było jednak przeciąć pole i kontynuować wędrówkę do miejsca, gdzie już dało się normalnie spacerować. Ostatnie kilometry to spacer południowym wałem Bugu aż na wiatę, która dała schronienie przed najmocniejszą ulewą. Zdążyliśmy dosłownie 10 minut przez kilkugodzinną kulminacją deszczu. Pod zadaszeniem rozstawiłem namiot, zażyłem kąpieli w rzece, nabrałem deszczówki i doceniam proste, skromne życie.
↔️ 39 km / 45,5 km (całość)⌛7h 8min
➡️➡️➡️ KSIĄŻKA „TRZY SZLAKI”: https://trzyszlaki.labtrekking.com
















