NSS – dziennik wyprawowy
D6: Srebrna Góra – Glinno
Kwestią względnie interesującą jest czy ktoś z Was pomyślał dziś: „ciekawe jak tam te nasze pierdzidupki na szlaku w takim deszczu”? 🥰
Nie zjadłem śniadania wliczonego w cenę pensjonatu, wolałem wyjść wcześniej póki jeszcze to deszczowe szaleństwo nie rozhulało na dobre. Początkowo szlak niebieski szedł równolegle z GSS-em. Czerwony bardziej szczytowo, a my bardziej trawersowo pośród nasiąkniętych wodą traw. 😏 Cieszyłem się, bo nie znałem tego dość dzikiego fragmentu w Górach Sowich. Naliczyłem trzy wilcze „dwójki”, które księżna Lesława spryskała swoim płynem biologicznym. Droga głównie szeroka, wygodna, z łagodnymi nachyleniami – kilometry szybko uciekały. W trakcie całego naszego marszu deszcz albo siąpił, albo pokapywał trochę mocniej. Gwoździem programu było wejście na Wielką Sowę. Tu już pogoda się z nami nie cackała. Takie dreptanie do góry z kapturem na głowie w strugach padającego deszczu ma swój klimat. Przez wierzchołek jednak przelecieliśmy w zasadzie bez zatrzymania. Na zejściu w stronę Przełęczy Walimskiej w grę weszło lekkie wychłodzenie, a szlakiem płynął to strumień, to potok. No tak nie za przyjemnie, przez co gnaliśmy całkiem żwawo. Żałowałem trochę braku widoków na łąkach za przełęczą, przy dobrej pogodzie jest tu sielanka. W Glinnie meldujemy się na kwaterce. Dach nad głową i ciepły prysznic to coś tak milutkiego, że zrozumie to tylko ten, kto dostał po tyłku od chmurek. 🥹
PS. Jeśli doczytałeś/-aś/-oś do tego miejsca, to daj kciuka w górę, serdunio czy coś tam. Niech nasze moknięcie zostanie docenione w Twojej chwili relaksu na przeczytanie tych bazgrołów. 😘
↔️ 34 km / 204 km⌛6h55min
↗️ 1141 m ↘️ 1192 m